|
Klonowanie. Myszy
03-09-1997.
Kolekcja ssaków wyklonowanych z dorosłej, w pełni wykształconej komórki
wzrosła o 22 myszy. Myszki są płci żeńskiej, przyszły na świat
przez cesarskie cięcie. Są zdrowe i płodne. Kilka z nich doczekało
się potomstwa i już niebawem zostaną babciami.
Był to sukces na raty; pierwsza mysz urodziła się
3 października 1997 r. i otrzymała imię Cumulina. Pozostałe są o
kilka tygodni młodsze.
Mysz ważniejsza od krowy?
Dosłownie kilkanaście dni temu informowaliśmy o sklonowaniu jałówki.
A jednak według uczonych to właśnie sklonowanie myszy jest większym
sukcesem. Dlaczego? Z co najmniej kilku powodów:
* bo technikę klonowania łatwiej doskonalić na małych, szybko
rozmnażających się zwierzętach,
* bo prowadząc doświadczenia na sklonowanych myszach, łatwiej
będzie poznać mechanizmy biologii rozwoju i różnicowania komórek,
* bo pomimo wielu prób nie udawało się sklonować myszy podobną
metodą co Dolly. Część naukowców zwątpiła nawet, że kiedykolwiek
się to uda,
* bo w ten sposób uczeni postawili kropkę nad i. Od dzisiaj
nikt nie będzie miał wątpliwości, że klonowanie ssaków z dorosłych
komórek jest możliwe. Zdaniem niektórych niebawem należy spodziewać
się całej lawiny prac dotyczących sklonowania zwierząt hodowlanych,
w tym też takich, które produkują związki potrzebne medycynie:
hormon wzrostu, alfa-interferon i in.
Jakby tego było mało, w tym samym numerze "Nature"
ukazują się dwie inne prace dotyczące klonowania. Jedna z nich
sygnowana jest przez Iana Wilmuta - "ojca" Dolly. Z obu wynika
to samo: Dolly rzeczywiście pochodzi z dorosłej, w pełni zróżnicowanej
komórki, co - przypomnijmy - budziło spore wątpliwości wśród niektórych
uczonych.
Kłopotliwe myszy
Mało kto na świecie zna się lepiej na rozwoju myszy od Ryuzo
Yanagimachiego z Uniwersytetu Hawajskiego w Honolulu. Dwa lata temu
uczony ten prawdopodobnie nie myślał najlepiej o swoich gryzoniach.
Wybrał je przecież nieprzypadkowo: tanie w hodowli, szybko i wydajnie
rozmnażające się, nieźle poznane od strony genetycznej zwierzęta.
Niestety, dla naukowców zajmujących się klonowaniem stanowią one wyjątkowo
niewdzięczny materiał. Przez wiele lat próbowano uzyskać mysie klony
metodą przenoszenia jąder z komórki do komórki. Bez efektu. Nie
udawało się to ani z dorosłymi komórkami, ani nawet z komórkami
zarodkowymi, co - teoretycznie przynajmniej - nie powinno stanowić
wielkiego problemu.
Dwa lata temu Yanagimachi, plując sobie w brodę, zastanawiał
się, dlaczego nie wybrał do badań owiec. W laboratorium Iana Wilmuta
w Szkocji przyszła na świat słynna Dolly, pierwszy na świecie ssak
sklonowany z dorosłej w pełni wykształconej komórki. Niebawem
dowiedzieliśmy się, że w kilku ośrodkach idą pełną parą próby
sklonowania bydła (o narodzinach pierwszych cieląt uzyskanych z dorosłych
komórek informowaliśmy na początku lipca).
Skoro jednak sztuka ta powiodła się z dużymi gospodarskimi
zwierzętami, dlaczego zawodzi w przypadku laboratoryjnej myszy? A może
jest to w ogóle niemożliwe - sugerował Davor Solter z Instytutu
Maksa-Plancka.
Przełamać blokadę
Każda komórka naszego ciała (poza nielicznymi wyjątkami, jak np.
czerwone krwinki) zawiera komplet informacji genetycznej. Korzysta
jednak tylko z niewielkiej jej części, tej, która decyduje o
przeznaczeniu komórki i sprawia, że z jednej powstaje komórka
nerwowa,
a z innej - komórka wątroby. Co więcej, raz wykształcona komórka
nerwowa nie zmieni się już w mięśniową, tłuszczową czy
wydzielniczą. Klamka zapadła. Inne programy genetyczne są zamknięte.
Po sklonowaniu Dolly okazało się, że owa blokada programu nie
jest definitywna - alternatywne instrukcje genetyczne można odzyskać i
uruchomić.
Sklonowanie Dolly opierało się na wyjęciu jądra z owczej komórki
jajowej i połączeniu jej ze zróżnicowaną komórką pobraną od
dorosłej owcy. Aby doszło do takiego połączenia, komórki
umieszczano w polu elektrycznym. Jądro w nowym miejscu przeprogramowywało
się do tego stopnia, iż było w stanie jeszcze raz pokierować
rozwojem całego organizmu.
Mysie komórki wyraźnie nie nadawały się do klonowania. Albo w
ogóle się nie rozwijały, albo dzieliły się dwa, trzy razy i umierały.
Wyglądało na to, że u myszy rozwój zapłodnionego jaja toczy się na
tyle szybko, że przeniesione jądro nie ma czasu się przeprogramować
i komórka ginie.
Trzy komórki w fazie zero
Trzeba było dopiero pomysłowości speców z czterech krajów, by
sztuczka się udała. To dzięki ich kilku trikom, które zaczęto już
nazywać techniką Honolulu, Yanagimachi odniósł sukces.
Oto szczegóły całego przedsięwzięcia:
* Naukowcy użyli do klonowania trzech rodzajów komórek:
- komórki nerwowe,
- komórki Sertoliego z kanalików nasiennych w jądrze,
- produkowane w jajniku komórki pęcherzykowe (ang. cumulus
cells od cumulus ovaricus - wzgórek jajonośny), które odżywiają
dojrzewające jajo.
Wszystkie znajdowały się w tzw. fazie G zero (zwanej też
spoczynkową), która najlepiej nadaje się do klonowania.
* Zrezygnowano ze wstępnego hodowania komórek przed przystąpieniem
do właściwego eksperymentu (Wilmut głodził owcze komórki przez pięć
dni po to, by znalazły się we wspomnianej fazie G zero).
* Zrezygnowano także z łączenia delikatnych komórek -
postanowiono poprzenosić same jądra (patrz - rysunek).
* I wreszcie zastosowano jeden ze znanych już wcześniej sposobów
pobudzenia komórek do wzrostu po zamianie jąder.
Wszystkie sklonowane myszy pochodziły wyłącznie z komórek pęcherzykowych.
Wydajność klonowania wynosiła od 2 do 2,8 proc., a więc znacznie
przewyższała wydajność osiągniętą przez Wilmuta (Dolly urodziła
się dopiero za 277. podejściem).
W jednym z doświadczeń do dróg rodnych 54 przybranych mysich
matek wprowadzono 800 zarodków. Pomiędzy 18. a 20. dniem ciąży
wykonano cesarskie cięcia. Żyło 17 płodów. Siedem zmarło po
urodzeniu, z dziesięciu wyrosły zdrowe myszki.
Klonowanie klonów
Naukowcom udało się też sklonować raz już sklonowane myszy. Okazało
się, że nie ma z tym problemu, wszystko przebiegało tak jak za
pierwszym razem.
Potwierdzono też, że mysie matki i córki miały identyczne
DNA. W jednym z eksperymentów dawczynie komórek jajowych miały sierść
czarną, dawczynie DNA - agouti (szarobrązową), a myszki noszące ciążę
- białą. Zgodnie z oczekiwaniami wszystkie sklonowane myszy były
szarobrązowe.
Wspomniany Davor Solter, wątpiący kiedyś w możliwość
sklonowania myszy techniką przenoszenia jąder komórkowych, dziś bije
się w piersi na łamach "Nature" za swój brak optymizmu. -
Klonowanie ssaków [z dorosłej komórki - przyp. red.] staje się
faktem - podsumowuje uczony.
- Możemy dziś zastanowić się, co dalej z klonowaniem, jakie
bliższe i dalsze cele stoją przed nami - pisze Solter.
Po pierwsze wiemy już, że pewne dorosłe komórki dają się
klonować, inne nie. Trzeba wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje -
twierdzi uczony. Czy problem leży w ich biologii, czy raczej w technice
klonowania? Jeśli w biologii, to co sprawia, że jedne komórki dają
się przeprogramować, inne nie. Na czym polega owo przeprogramowanie?
Jakie geny muszą być włączone lub wyłączone, żeby próba
klonowania się powiodła?
Być może chodzi tu o tzw. geny piętnowane, a więc takie, których
aktywność zależy od tego, czy pochodzą od matki czy od ojca.
Wiadomo,
że do prawidłowego rozwoju zarodka ssaka potrzebne są piętnowane
geny pochodzące i od matki, i od ojca. Nie wiadomo, jaki jest los tych
genów w dorosłej, zróżnicowanej komórce. Być może niska wydajność
klonowania wiąże się z nieprawidłowym funkcjonowaniem genów piętnowania
i to właśnie w badaniach na tymi genami tkwi klucz do zwiększenia tej
wydajności.
Dzięki osiągnięciu Yanagimachiego udzielenie odpowiedzi na
powyższe pytania staje się realne. Sklonowanie myszy - najlepiej
poznanego dziś laboratoryjnego ssaka - stwarza bowiem możliwość
poznawania podstawowych biologicznych mechanizmów rozwoju i różnicowania.
Co dalej?
Sprawa naturalnie nie kończy się na badaniach podstawowych, które od
dziś prowadzić się będzie na myszach. Impetu nabiorą prace na dużych
zwierzętach gospodarskich . Naukowcy zamierzają klonować krowy
produkujące różne potrzebne nam białka, najlepiej od razu gotowe - w
mleku.
Klonowanie może się także przydać do ochrony ważnych z
punktu widzenia nauki linii zwierząt - gospodarskich i laboratoryjnych
- oraz do ochrony ginących gatunków.
I wreszcie coś, co najbardziej rozpala naszą wyobraźnię -
klonowanie człowieka. Chodzi tu jednak nie o powielanie dorosłych
osobników, lecz o zastosowanie techniki klonowania do naprawiania
ludzkich komórek i tkanek. Praca Yanagimachiego uzmysławia, że
marzenia te są całkiem realne.
Potencjalne możliwości, jakie stwarza technika klonowania w
medycynie, są olbrzymie - pisze Solter.
* Yanagimachi złożył pracę do druku 23 grudnia. Od tego czasu
gromadka sklonowanych myszy powiększyła się o kolejne 30 sztuk. Udało
się również dwukrotnie sklonować sklonowane uprzednio gryzonie. A więc
nic nie stoi na przeszkodzie, by można było powielać jednego osobnika
w nieskończoność.
Portal: gazeta.pl
Artur Włodarski
(11-12-2000)
WRÓĆ
|
|