Myszy i nornice niszczą beskidzkie lasy

W Beskidach na potęgę usychają młode drzewka, bo ich korzenie obgryzają myszy i nornice. Brakuje natomiast drapieżników, których przysmakiem są gryzonie.

Młode buki, jawory i modrzewie nie zazieleniły się tej wiosny w beskidzkich lasach. To efekt działalności myszy i nornic. - Usycha mnóstwo kilkuletnich, trudnych do wyhodowania drzewek. Można je rękami wyciągnąć z ziemi, bo są obgryzione przy korzeniach - mówi Hubert Kobarski, zastępca nadleśniczego z Bielska-Białej. Straty są duże, bo w lasach przybywa gryzoni.

- Myszy i nornice miały idealne warunki do odżywiania i rozmnażania się. Zeszłego roku obrodziły buki. Myszy więc miały się czym żywić, bo uwielbiają bukowe orzeszki. Poza tym, pod długo leżącym tej zimy śniegiem, gryzonie czuły się bezpieczne, co sprzyjało rozrodowi - wyjaśniał Robert Mysłajek, wiceprezes Stowarzyszenia dla Natury "Wilk". Z gryzoniami powinny walczyć drapieżniki, które się nimi żywią. Jednak myszołowów, sów czy lisów brakuje w lasach. Ubywa też kun, lisów, borsuków czy tchórzy, bo zgodnie z polskim prawem łowieckim myśliwi mogą do nich strzelać przez cały rok. Leśnicy starają się uzupełniać straty w drzewostanie. - W miejsca suchych drzewek sadzimy nowe, ale do nich też dobierają się gryzonie - wzdycha Kobarski."

Portal: biolog.pl
(24-06-2005)

WRÓĆ